Grażyna Powieść litewska

1   |   2   |   3   |   4   |   5   |   6

Rymwid daremnie jeszcze chwilę badał -
Odszedł nareszcie i w lewym balkonie
Giermka obaczy, który z Niemcy gadał.
Słucha ciekawie, lubo ku tej stronie
Nie szła rozmowa i wiatr ją okradał;
Wtem giermek ręką ukazał ku bronie...
Coby oznaczał, Rymwid łacno zgadał.
Strasznie to pychę Krzyżaków ubodło
Zbiegł, chwycił konia, poskoczył na siodło,
"Przysięgam - wrzeszcząc - gdybym nie był posłem,
Przysięgam na ten krzyż, komtura znamię,
Iż za obelgę, którą dziś poniosłem,
Prędkoby zemstę znalazło to ramię!
Między monarchy na poselstwach wzrosłem -
Ni przy cesarskiej, ni papieskiej bramie
Nie spotkało mię, co u twego panka
Pod gołym niebem doczekać się ranka,
Ale ostrzegam, że nas nie ułowi
Pogański wykręt i nie minie płazem!
Wołać nas wrzakomo przeciw Witołdowi,
A potem wspólnym otoczyć żelazem!
No, obaczymy, czy Witołd odbije
Ten miecz, zanadto waszej bliski szyje!

Powiedz książęciu, jeśli nie dowierza,
Sam niechaj spyta, powtórzyć gotowym,
Choć razy dziesięć tymże samym słowem,
Teraz i zawsze - bo ze słów rycerza
Nic nie wyrzucić, jak ze słów pacierza!
A, com rzekł usty, prawicą dowiodę.
Jama, którąście pod nami kopali,
Na waszą własną wykopana szkodę,
Dziś jeszcze, jeszcze tej nocy się zwali,
Tak, jakem Ditrich Halstark von Kniprode,
Komtur Zakonu! - Za mną knechty, dalej!"

Zaczekał jednak. Lecz po krótkiej zwłoce,
Gdy nic nie słyszał, bramą w pole goni;
Kiedy niekiedy zbroja zamigoce,
Kiedy niekiedy słychać rżenie koni;
Coraz znikają w dali i w pomroce,
Las ich nakoniec i góra zasłoni.

"Jedźcie szczęśliwie! Bodaj wasza noga
Nigdy w litewskiej nie postała ziemi!" -
Rzekł Rymwid, patrząc z uśmiechem za niemi. -
Jak niespodziana! Proszę teraz, kto tu
Pochlebi sobie, że zna serce cudze?
Ów głos gniewliwy, owa postać sroga -
Słowa wiernemu nie dał wyrzec słudze!
Ptaszego, zda się, chciał pożyczyć lotu,
By spaść co prędzej na Witołda głowę -
Wtem oręż, zmusza do powrotu!...
Nie dziw zapomniał starzec siwobrody,
Że księżna piękna a Litawor młody!"

Tak mówiąc z sobą, wzniósł do góry oczy -
Może się lampka za kratą ukaże...
Napróżno patrzył: ciemność okna mroczy -
Wraca więc znowu i na ganek kroczy,
Azali książę wołać nie rozkaże.
Napróżno czekał, zapytywał straże;
Zbliża się ku drzwiom: w pokoju noc cicha,
A książę dotąd snem twardym oddycha.

"Cuda prawdziwe! Nie odgadnę cale,
Jakim dziś wszystko idzie u nas torem
Niedawno wołał w największym zapale,
Rozkazał wojsko zgromadzić wieczorem,
A sam śpi dotąd? Miał wyciągnąć rano,
Stoją rycerze od Niemców wezwani -
A Niemcom z niczym odjechać kazano?
Któż zaniósł rozkaz? Oto giermek pani!...

Ile z wczorajszej wróżyłam rozmowy...
Lecz długie prośby, głos pana surowy...
Miałabyż księżna pomimo rozkazu
Ważyć się sama aż na krok takowy,
Ufna potędze niewieścich pieścideł?...
Lękam się bardzo, aby tego razu
Zbytniej śmiałości nie puściła skrzydeł...
Prawda, iż nieraz poczynała śmiele -
Lecz to byłoby więcej, niż za wiele!"

Dalsze rozmowy przerwał mu posłaniec,
Którym wszedł cicho i z daleka mruga -
Więc oba śpieszą w zamku lewy kraniec;
Stamtąd krużgankiem zbiegła księżnej sługa,
Wprowadza i drzwi za sobą zamyka.

"Radco sędziwy, niedobrze się dzieje,
Ale rozpaczy oddać się nie godzi;
Jeśli nas dzisiaj zawiodły nadzieje,
Szczęśliwsze jutro może wynagrodzi.
Bądźmy cierpliwi; nie robić hałasu
Między żołnierstwem i dworską gawiedzią!
Posły odprawim do innego czasu,
Ażeby książę nagłą odpowiedzią
Nie przyrzekł Niemcom, póki zemstą płonie,
Coby rad cofnąć, gdy z gniewu ochłonie.

Ty się nie lękaj! Jakkolwiek wypadnie,
Zamiarom pana nic się nie uszkodzi.
I potem wojsko może zwołać snadnie,
Dzisiaj miał jechać, ale, wyznam szczerze,
Ja tak kwapionej wyprawie nie wierzę.
Ledwie w domowe powrócony progi,
Wczora zaledwie z piersi złożył zbroje,
Z dalekiej jeszcze nie wytchnąwszy drogi,
Miałżeby znowu dziś ruszać na boje?"

- "Co słyszę, księżno? Ty mówisz o zwłokach?
Jak cię, niestety, rachuba omyli!
Już jest za późno, już po tylu krokach
Nie będzie czekał godziny, pół chwili!
Wreszcie obaczym...Lecz wprzód chciałbym wiedzieć,
Jak przyjął książę wczorajszą namowę?" -
Grażyna właśnie miała odpowiedzieć,
Gdy ich zdarzenie pomieszało nowe.

Tętent jezdnego słychać na dziedzińcu,
Zdyszany giermek dopada komnaty,
Przynosi wieści od litewskiej czaty,
Która, po lidzkim biegając gościńcu,
Teraz od Niemca dostała języka,
Że wódz krzyżaków jazdą z lasu ruszył,
A za nią knechtów i obóz pomyka -
I że przed świtem, jak czatownik tuszył
I jak niemieckie wyznawały brańce,
Chce miasto ubiec i szturmować szańce.

Niechaj więc Rymwid wraz do pana skoczy,
By go przebudzić i prędko rozsadzić,
Czatownik radzi, abyśmy się skradali
Do nich z ubocza, bo są niedaleko;
Wprzód, nim się knechty z działami przewleką,
Abyśmy z nagła na lud jezdny padli;
Tak zapędzonym na chrapy i rowy,
Łacno rajtarom i bratom łby zmieciem.
Potem fussknechtów wziąwszy pod podkowy,
Do szczętu plemię jaszczurze wygnieciem. -
Mocno Rymwida dziwi ta nowina,
Daleko mocniej dziwi się Grażyna.

"Giermku - zawoła - kędyż są posłowie?"
Umilknął giermek, a niepewne lice
I pytające topiąc w niej źrenice
"Co słyszę, księżno? - zdumiony odpowie -
Alboż o własnym zapomniałaś słowie?
Niedawno, kiedy piały drugie kury,
Samaś mi rozkaz książęcy przyniosła,
Ażebym biegał co prędzej do posła
I wyprawił go przed świtem za mury!"

"Tak" - rzecz księżna, twarz odwraca zbladłą,
Lecz pomieszanie, widne w jej osobie,
Do ust wyrazy nieporządne kładło -
"Tak, prawdę mówisz, przypominam sobie...
Jakże to wszystko z głowy mi wypadło!
Biegnę - nie, stójmy - albo, wiem, co zrobię..."
Stanęła, milczy, przymkniona powieka,
Jakaś myśl, jeszcze ciemna i daleka,
W niepewnych rysach okaże się, mija
I znowu wschodzi, całą twarz obleka...
Dojrzewa zamiar, staje się wyrokiem...
Już umyśliła, postąpiła krokiem.

"Tak jest, raz jeszcze idę budzić męża...
Wojsko niech zaraz w drogę się wybiera!
Ty, giermku, rozkaż osiodłać hestera
I wynieść resztę pańskiego oręża!
Wszystko to ma być natychmiast gotowe!
Przykazuję wam imieniem książęcia,
Odpowiedź, starcze, wkładam na twą głowę.
Jaki cel, kędy mierzą przedsięwzięcia,
Nie gadać, ani pytać do poranku!
Idźcie i pana czekajcie na ganku!"


1   |   2   |   3   |   4   |   5   |   6